<<< Rozdział 2 | Rozdział 4 >>>

Rozdział 3: Szkoła Biznesu - Szkoła Oszustwa

  

W "Małym Przeglądzie" prowadzonym przed wojną przez Janusza Korczaka (Goldschmita), żydowski chłopiec opisuje swoją pierwszą pracę, jest "naganiaczem" jednego z licznych, żydowskich ulicznych graczy-oszustów.

Aparat do gry, skrzynka, w której biega kulka, jest tak urządzony, że nigdy nikt wygrać nie może, gdy mu właściciel na to nie pozwoli. Ale raz po raz ktoś wygrywa czekoladę - to działają naganiacze. Wygraną czekoladę odnoszą przecznicę dalej do innego chłopca, który zbiera od pozostałych naganiaczy, a nazbierawszy większą ilość, odnosi oszustowi oznajmiając głośno:

"-Zamówiona dostawa, prosze pokwitować!!!" I tak trwa całymi dniami polowanie na głupich i naiwnych.

Mały biznes, podejmowany już w dzieciństwie, zawiera wszelkie elementy składające się na "dobry biznes". Jego jednym filarem jest brak zasad, co owocuje oszustwem, drugim - organizacja.

W kraju jest bieda i bezrobocie. W roku 1931 jest 322 tys., osób bez zajęcia, corocznie przybywa ich 100 tys. Znalezienie gotowego na wszystko wykonawcy, nawet niebezpiecznych zleceń, nie jest trudne. Są ludzie, którzy potrafią to wykorzystać. Na wszystkich granicach, poza sowiecką, kwitnie przemyt. Nie ma dnia by na granicy nie doszło do strzelaniny. Nie ma tygodnia aby ktoś nie zginął.

Wbrew pozorom, właściwie nie istnieje przemyt lokalny, "chałupniczy", doraźny - wszystko jest ujęte w ścisłe ramy organizacyjne. Wszystko jest dziełem kilkunastu wielkich syndykatów przestępczych, które obok legalnej, najczęściej pozornej działalności, zajmują się przede wszystkim przemytem. Ich bosowie są wysoko, najczęściej w Warszawie. A tych, których się łapie, którzy padają od kul straży granicznej, należy zaliczyć do szarych, dołowych wykonawców, ci nawet nie znają tych, których pieniądze pomnażają.

Na "chałupniczy" przemyt bezrobotnego czy chłopa z pasa przygranicznego nie stać. Jednorazowo pojedynczy przemytnik przenosi towar wartości od 500 do 1500 złotych. Za taki pieniądz można żyć spokojnie od roku do dwóch lat. Mając taki fundusz zakłada się własny interes, a nie idzie szukać kuli na granicy. Takie pieniądze inwestował oczywiście sponsor, odbiorca towaru i organizator całego przedsięwzięcia, który potrafił również i dosięgnąć tego, kto by się śmiał sprzeniewierzyć. Można mówić więc o mafii przestępczej.

Tak się składa, i mówienie o tym głośno, to żaden antysemityzm, że na czele wielkich syndykatów przemytniczych stoją z reguły Żydzi, przy tym ludzie bardzo majętni, nie z biedy imający się tego procederu. To oni przejmują towar od przemytników i kurierów, do dalszej bardzo korzystnej odsprzedaży.
Warszawskie sklepiki żydowskie pełne są w taki sposób sprowadzonego towaru.

Przemyca się kosmetyki, narzędzia, modne długie jedwabne szale męskie, przybory chirurgiczne i dentystyczne, zapalniczki, kamienie do zapalniczek, konserwy, leki, skóry, tytoń i wyroby tytoniowe, zegarki, aparaturę kinową (na zamówienie). Przemyca się również ludzi, przede wszystkim nieświadome niczego dziewczęta do domów publicznych, złoto, waluty, papiery wartościowe. Wszystko, na czym można dobrze zarobić.

<<< Rozdział 2 | Rozdział 4 >>>